niedziela, 13 lipca 2014

Maraton kajakiem po Zalewie Wiślanym

Kajakiem po Zalewie Wiślanym czy morzu? Czemu nie! Anglicy, Norwegowie czy Szwedzi robią to już od dawna. Kajakarstwo morskie staje się coraz bardziej popularne i u nas. Wystarczy morski kajak – długi na pięć i więcej metrów, z wysokim dziobem pozwalającym ciąć fale, wyposażony w grodzie wodoszczelne, kompas, specjalną poduszkę na wiosło pomocną przy wchodzeniu do kajaka po wywrotce, pompkę do wylewania wody i sprzęt nawigacyjny jak kompas czy GPS. Na morską wyprawę najlepiej wybrać się w towarzystwie. Wtedy jest dużo bezpieczniej.



Klasyczny maraton dla biegacza to 42 kilometry 195 metrów. Maraton kajakowy to 42 mile morskie, czyli ponad 77 kilometrów. Taki właśnie wyścig – I Maraton Morski o Wstęgę Zalewu Wiślanego – został przygotowany dla amatorów przez PTTK oddział w Elblągu we współpracy ze Stanicą Wodną w Nadbrzeżu.


Trasa prowadziła dookoła polskiej części akwenu: z Nadbrzeża przez Tolkmicko, Frombork, Nową Pasłękę, Piaski, Krynicę Morską, Kąty Rybackie i powrót do Nadbrzeża. Pogoda nikogo nie rozpieszczała: wiatr do 4 w skali Beauforta, deszcz i niski pułap chmur oraz słaba przejrzystość powietrza. Szczęśliwie po tygodniu upałów woda ma 23-24 stopnie Celsjusza – jest więc bezpiecznie. Zawodnicy wg regulaminu mają godzinę na czekanie na pomoc. Na starcie zgłosiło się 11 zawodników: dziesięć jedynek, w tym jedna kobieta oraz jedna osada dwójkowa. Przed wyścigiem obowiązkowa inspekcja techniczna i sprawdzenie wyposażenia obowiązkowego. Na trasie krąży łódź motorowa typu RIB mogąca rozwinąć prędkość nawet 60km/h, na punktach w Nowej Pasłęce, Krynicy Morskiej i Kątach Rybackich czuwają wolontariusze. Koordynację całego wyścigu dzierży baza w Stanicy Wodnej w Nadbrzeżu oraz sędzia główny – Marek Stępień.


Już w Nowej Pasłęce, po trasie pod wiatr i falę, jeszcze nie po połowie trasy z wyścigu wycofało się czterech zawodników. Na trawersowaniu akwenu do Piasków jeden z kajakarzy – Tomasz Sumara po wywrotce na fali wycofuje się i wzywa pomoc, kontaktując się z bazą wyścigu w Stanicy Wodnej w Nadbrzeżu. Po dziesięciu minutach w wodzie wraca już pontonem asekuracyjnym do Nowej Pasłęki. Kolejny – jeden z faworytów wyścigu, Piotr Rosada, nie mogąc płynąć bokiem do fali, ląduje „przy jakimś wielkim kamieniu”. Jak się okazuje – przy Świętem Kamieniu obok Tolkmicka. Zła widoczność i deszcz przeszkodziły mu w poprawnej nawigacji. Mieszkaniec okolic Braniewa – Mariusz Podgórski, płynąc na bardzo dobrym – czwartym miejscu musi się wycofać ze względu na liczne poobcierania ciała. Ostatni w wyścigu: Filip Sochaj i Rafał Czarnecki. Świetnym zmysłem popisali się zawodnicy z czołówki wyścigu: decydują się płynąć nie najkrótszą drogą do Piasków, a wzdłuż granicy, by szybciej schować się pod brzegiem przed falą.


Po przejściu otwartych wód Zalewu, droga wzdłuż malowniczego brzegu mierzei okazała się spokojna. Fale i wiatr malały, do Kątów Rybackich bez przygód. Kolejny trawers otwartą wodą to odcinek z Kątów do główki wejścia do portu Elbląg zwanej przez elbląskich żeglarzy „Andzią”. Przejście bez towarzystwa brzegu, płynąc na wskazania kompasu. Wiatr zelżał do „jedynki”, fale powoli uspokajały się. Zawodnicy jeden po drugim w swoim tempie meldowali się na mecie. Pierwszy po 8 godzinach, 59 minutach melduje się ponad pięćdziesięcioletni Kazimierz Rabiński, po trzech minutach kolejny – Dariusz Kuźniarski. Trzecia jest osada dwójkowa z Lipusza na Kaszubach. Jedyna kobieta – Agnieszka Uklańska melduje się na mecie po 11 godzinach, 34 minutach, a ostatni z zawodników siedział w kajaku przez 13 godzin, 14 minut. Wszystkim zawodnikom należą się gratulacje za wyczyn, którego nikt wcześniej nie dokonał. Na mecie każdy otrzymuje gorący posiłek regeneracyjny.



Wieczorem w Stanicy miało miejsce rozdanie nagród i wspólna kolacja. Sponsorem nagród była firma produkująca kajaki i osprzęt – firma AQUARIUS z Żukowa na Kaszubach oraz kajakowy sklep internetowy – www.gokajak.com. Serdecznie dziękujemy.